W trudnych chwilach przychodzą różne
refleksje. Oczywiście, większość z nich tyczy się aktualnej
sytuacji, będącej przyczyną przeżywanego cierpienia. A na uboczu
tego myślowego mainstreamu pojawiają się dygresje, sztuczki
umysłu próbującego zmniejszyć intensywność przykrych doznań
przez przeniesienie się w transcendencję, myślenie magiczne.
I tak na przykład doc myśli: dlaczego
tak się dzieje? Czy jest jakiś powód, np. że to kara albo
próba...albo po prostu tak wyszło bo nie mogło inaczej, biorąc pod
uwagę warunki wyjściowe?
I wtedy przychodzi refleksja, znana
ludzkości od momentu wykształcenia się tych wielkich płatów
czołowych: kto ustalił warunki wyjściowe?
Praktycznie jest założyć że ktoś
wszystko wykombinował z założeniem "czyńmy dobro" i
oczekuje spełniania swoich założeń przez zbudowany przez siebie
wszechświat. Teraz pytanie: czy stwórca jest zadowolony? Czy
wszechświat spełnia jego założenia czy też ten akurat się nie
udał? Jeśli jest na jego obraz i podobieństwo...to nie wiemy na
ile zdolnym odtwórcą swojej postaci jest stwórca.
Jeśli jest on doskonałym odtwórcą
siebie to budzi sympatię doca. Znaczy się, że jest niedoskonały,
w jego naturze jest wiele sprzeczności, które stara się ze sobą
pogodzić aby iść do przodu. Jak nasz świat.
A jeśli stwórca jest ideałem,
którego doskonałości nie jesteśmy w stanie pojąć? Wtedy jego
jedyną wadą jest niemożność odtworzenia samego siebie. Jest jak wszechświatowy wszechwieczny, prawiewszechmocny da Vinci
skrzyżowany z matką Teresą, który nie umie tylko rysować...
https://www.youtube.com/watch?v=xi2ez9XmLhs