Po obejrzeniu tego:
naszła doca teka refleksja: „gdyby
znieśli celibat i ta pani została narzeczoną Franciszka oraz
rzecznikiem prasowym Watykanu, zacząłby doc regularnie popylać do
kościoła”.
Ruszyła wyobraźnia....a gdyby
starszy pan Franek dzięki staraniom watykańskich medyków oraz
własnej, naturalnej witalności zażywał w życiu codziennym radości z
Krystyną...
W niedzielny poranek, przed
śniadaniem, Krystyna rozpoczęłaby dzień franciszkowy jakąś
dodającą energii pieśnią...np. o zorzach...śpiewając zmysłowo,
zbliżyłaby się od drzwi łazienki (gdzie przed chwilą cichutko
poszła się podmyć i umyć zęby) do łoża, by pieszczotami i
czułym słowem zamienić początek dnia świętego męża w
prawdziwą przyjemność, będącą przecież jednym z najlepszych
tworów boskich (odpowiednio przygotowana do swej roli, w intymne
chwile wplotłaby elementy fizykoterapeutyczne, by zadbać o zdrowie
swego mężczyzny). Proste, ale pyszne i pożywne śniadanie, podane
przez nucącą radośnie Krystynę, ponownie odzianą w zrzuconą
przed chwilą piżamkę o stosownym kroju (ale tak przez
watykańskiego krawca opanowanym, że szyta na miarę piżamka
Krystyny daje dość pojęcia, co jest pod spodem), stawia Papę raz
dwa na nogi.
Owinięty przez Krystynę białym
szlafrokiem (z dyskretnie, lecz kunsztownie wyszytymi złotem herbami
Papiestwa) żwawo gna Franciszek do łazienki...tam, z pomocą
energicznej i czułej żony (podśpiewującej wciąż radosne hymny
ku chwale Tego, Który Dał Jej To Szczęście) dokonuje porannych
rytuałów kąpielowych o intensywności odpowiedniej do jego
aktualnego samopoczucia oraz planu dnia (szczegóły pozostaną
między pięknymi kaflami, podgrzewaną podłogą oraz gwiezdnie
podświetlonym sufitem tej łazienki)...
Wysuszony, ogolony (tu i tam), natarty
balsamami, wypachniony, uczesany Papież zostaje pod kierownictwem
Krystyny (będącej genialnym dyrygentem personelu pomocniczego)
ubrany w strój roboczy...nad Placem Św. Piotra rozbrzmiewa
rytmicznie, nowocześnie zaaranżowana (odpowiednia do kalendarza
liturgicznego) święta pieśń. Napełniona bożą mocą jak butla
propanem, Krystyna w promieniach słońca pojawia się na balkonie.
Eksploduje pasją i wiarą, nadając nowej siły tradycyjnym słowom.
Za chwilę cały, wielotysięczny tłum wiernych staje się chórem,
zgodnie kierującym te słowa ku Niebiosom.
Ich moc wyrywa z drzemki znudzonego
Boga. Od tak dawna z tej strony Wszechświata nie dotarł do niego
taki strumień mocy żarliwej wiary! Patrzy więc w końcu ku
Ziemi...przeciera oczy i po krótkiej ocenie sytuacji mamrocze pod
bujnym zarostem: „Może i idzie toto nareszcie w dobrą stronę ale
co tu za bajzel!...jak z akwarium...trzeba czasem ogarnąć filtry i
podmienić wodę bo zrobi się gnój...a tutaj chyba zaniedbałem
trochę...”