sobota, 6 kwietnia 2013

Ogień, czyściciel dusz


Doc uwielbia paczyć kominek. Mały fajerplejs w mieszkaniu doca jest świetnie zaprojektowanym i fantastycznie działającym urządzeniem.

Najfajniej jest, gdy cały wkład już się rozgrzeje i ciepło kominka zaczyna opanowywać salon. To jest takie gęste, miłe, oplatające wszystko ciepło, zupełnie inne od tego z kaloryfera albo farelki.

Gdy wkład jest już gorący, na ruszcie zwykle leży gruba warstwa żaru a na niej parę świeżo dorzuconych polanek. I wtedy zaczyna się Plazmowy Teatr.

Doc zmniejsza takim malutkim regulatorem ciąg do minimum. Ogień przestaje szaleć, żar pulsuje na pomarańczowo a leżące na nim drewienka trochę się palą-żarzą ale głównie nagrzewają się...i parują z nich co lżejsze węglowodory.

Gdy te gazy zbiorą się w odpowiedniej ilości, zapalają się leniwie. Wewnątrz kominka, pojawia się nagle chmura ognia. Jakby powietrze zamieniało się w płomień. Ten ogień nie jest przyczepiony do podłoża, to nie jest tak, że po prostu drewno się pali. Ciemnopomarańczowo-fioletowe, ogniste opary pojawiają się jakby znikąd, dobre 30 – 40 centymetrów nad żarem. Przez chwilę wypełniają górą połowę kominka (taki lewitujący ogień), po czym znikają.

Trzeba wtedy minutę poczekać, aż znowu zbierze się dostateczna ilość parujących z rozgrzanego drewna gazów. Gdy to się stanie, kolejny raz można oglądać taniec gorącej plazmy. Przypomina ona zwykłą, atmosferyczną chmurę, rozświetloną wschodzącym słońcem...ale ruszającą się, jakby poranna chmura stała się żywym stworzeniem.

To taka ciekawa obserwacja natury w akcji. Oswojony żywioł, który potrafi niszczyć gdy wyrwie się spod kontroli... a w tym świetnie zaprojektowanym kominku doca plazma jest przyjaznym, ciepłym i pięknym zjawiskiem. Ujarzmiona za szybą, grzeje ciało swoją energią a duszę swoim pięknem.

Jako alternatywa dla TV – rewelacja, może konkurować tylko z Lido 120...ale o Lido innym razem.