Doc uwielbia paczyć kominek. Mały
fajerplejs w mieszkaniu doca jest świetnie zaprojektowanym i
fantastycznie działającym urządzeniem.
Najfajniej jest, gdy cały wkład już
się rozgrzeje i ciepło kominka zaczyna opanowywać salon. To jest
takie gęste, miłe, oplatające wszystko ciepło, zupełnie inne od
tego z kaloryfera albo farelki.
Gdy wkład jest już gorący, na
ruszcie zwykle leży gruba warstwa żaru a na niej parę świeżo
dorzuconych polanek. I wtedy zaczyna się Plazmowy Teatr.
Doc zmniejsza takim malutkim
regulatorem ciąg do minimum. Ogień przestaje szaleć, żar pulsuje
na pomarańczowo a leżące na nim drewienka trochę się palą-żarzą
ale głównie nagrzewają się...i parują z nich co lżejsze
węglowodory.
Gdy te gazy zbiorą się w odpowiedniej
ilości, zapalają się leniwie. Wewnątrz kominka, pojawia się
nagle chmura ognia. Jakby powietrze zamieniało się w płomień. Ten
ogień nie jest przyczepiony do podłoża, to nie jest tak, że po
prostu drewno się pali. Ciemnopomarańczowo-fioletowe, ogniste opary
pojawiają się jakby znikąd, dobre 30 – 40 centymetrów nad
żarem. Przez chwilę wypełniają górą połowę kominka (taki
lewitujący ogień), po czym znikają.
Trzeba wtedy minutę poczekać, aż
znowu zbierze się dostateczna ilość parujących z rozgrzanego
drewna gazów. Gdy to się stanie, kolejny raz można oglądać
taniec gorącej plazmy. Przypomina ona zwykłą, atmosferyczną
chmurę, rozświetloną wschodzącym słońcem...ale ruszającą
się, jakby poranna chmura stała się żywym stworzeniem.
To taka ciekawa obserwacja natury w
akcji. Oswojony żywioł, który potrafi niszczyć gdy wyrwie się
spod kontroli... a w tym świetnie zaprojektowanym kominku doca
plazma jest przyjaznym, ciepłym i pięknym zjawiskiem. Ujarzmiona za
szybą, grzeje ciało swoją energią a duszę swoim pięknem.
Jako alternatywa dla TV – rewelacja,
może konkurować tylko z Lido 120...ale o Lido innym razem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz