niedziela, 23 marca 2014

Krysia i Franek


Po obejrzeniu tego:


naszła doca teka refleksja: gdyby znieśli celibat i ta pani została narzeczoną Franciszka oraz rzecznikiem prasowym Watykanu, zacząłby doc regularnie popylać do kościoła”.

Ruszyła wyobraźnia....a gdyby starszy pan Franek dzięki staraniom watykańskich medyków oraz własnej, naturalnej witalności zażywał w życiu codziennym radości z Krystyną...

W niedzielny poranek, przed śniadaniem, Krystyna rozpoczęłaby dzień franciszkowy jakąś dodającą energii pieśnią...np. o zorzach...śpiewając zmysłowo, zbliżyłaby się od drzwi łazienki (gdzie przed chwilą cichutko poszła się podmyć i umyć zęby) do łoża, by pieszczotami i czułym słowem zamienić początek dnia świętego męża w prawdziwą przyjemność, będącą przecież jednym z najlepszych tworów boskich (odpowiednio przygotowana do swej roli, w intymne chwile wplotłaby elementy fizykoterapeutyczne, by zadbać o zdrowie swego mężczyzny). Proste, ale pyszne i pożywne śniadanie, podane przez nucącą radośnie Krystynę, ponownie odzianą w zrzuconą przed chwilą piżamkę o stosownym kroju (ale tak przez watykańskiego krawca opanowanym, że szyta na miarę piżamka Krystyny daje dość pojęcia, co jest pod spodem), stawia Papę raz dwa na nogi.

Owinięty przez Krystynę białym szlafrokiem (z dyskretnie, lecz kunsztownie wyszytymi złotem herbami Papiestwa) żwawo gna Franciszek do łazienki...tam, z pomocą energicznej i czułej żony (podśpiewującej wciąż radosne hymny ku chwale Tego, Który Dał Jej To Szczęście) dokonuje porannych rytuałów kąpielowych o intensywności odpowiedniej do jego aktualnego samopoczucia oraz planu dnia (szczegóły pozostaną między pięknymi kaflami, podgrzewaną podłogą oraz gwiezdnie podświetlonym sufitem tej łazienki)...

Wysuszony, ogolony (tu i tam), natarty balsamami, wypachniony, uczesany Papież zostaje pod kierownictwem Krystyny (będącej genialnym dyrygentem personelu pomocniczego) ubrany w strój roboczy...nad Placem Św. Piotra rozbrzmiewa rytmicznie, nowocześnie zaaranżowana (odpowiednia do kalendarza liturgicznego) święta pieśń. Napełniona bożą mocą jak butla propanem, Krystyna w promieniach słońca pojawia się na balkonie. Eksploduje pasją i wiarą, nadając nowej siły tradycyjnym słowom. Za chwilę cały, wielotysięczny tłum wiernych staje się chórem, zgodnie kierującym te słowa ku Niebiosom.

Ich moc wyrywa z drzemki znudzonego Boga. Od tak dawna z tej strony Wszechświata nie dotarł do niego taki strumień mocy żarliwej wiary! Patrzy więc w końcu ku Ziemi...przeciera oczy i po krótkiej ocenie sytuacji mamrocze pod bujnym zarostem: „Może i idzie toto nareszcie w dobrą stronę ale co tu za bajzel!...jak z akwarium...trzeba czasem ogarnąć filtry i podmienić wodę bo zrobi się gnój...a tutaj chyba zaniedbałem trochę...”






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz