sobota, 16 lutego 2013

Trwoga - to do boga


W trudnych chwilach przychodzą różne refleksje. Oczywiście, większość z nich tyczy się aktualnej sytuacji, będącej przyczyną przeżywanego cierpienia. A na uboczu tego myślowego mainstreamu pojawiają się dygresje, sztuczki umysłu próbującego zmniejszyć intensywność przykrych doznań przez przeniesienie się w transcendencję, myślenie magiczne.

I tak na przykład doc myśli: dlaczego tak się dzieje? Czy jest jakiś powód, np. że to kara albo próba...albo po prostu tak wyszło bo nie mogło inaczej, biorąc pod uwagę warunki wyjściowe?

I wtedy przychodzi refleksja, znana ludzkości od momentu wykształcenia się tych wielkich płatów czołowych: kto ustalił warunki wyjściowe?

Praktycznie jest założyć że ktoś wszystko wykombinował z założeniem "czyńmy dobro" i oczekuje spełniania swoich założeń przez zbudowany przez siebie wszechświat. Teraz pytanie: czy stwórca jest zadowolony? Czy wszechświat spełnia jego założenia czy też ten akurat się nie udał? Jeśli jest na jego obraz i podobieństwo...to nie wiemy na ile zdolnym odtwórcą swojej postaci jest stwórca.

Jeśli jest on doskonałym odtwórcą siebie to budzi sympatię doca. Znaczy się, że jest niedoskonały, w jego naturze jest wiele sprzeczności, które stara się ze sobą pogodzić aby iść do przodu. Jak nasz świat.

A jeśli stwórca jest ideałem, którego doskonałości nie jesteśmy w stanie pojąć? Wtedy jego jedyną wadą jest niemożność odtworzenia samego siebie. Jest jak wszechświatowy  wszechwieczny, prawiewszechmocny da Vinci skrzyżowany z matką Teresą, który nie umie tylko rysować...

https://www.youtube.com/watch?v=xi2ez9XmLhs


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz