piątek, 14 grudnia 2012

nuke the melancholy

Doc wypaczył w ludziach melancholię.

Pora roku jest taka. W pracy doc widzi więcej człowieków smutnych niż szalonych.

Na drodze widzi dużo stłuczek i zderzeń aut z człowiekami. Najwyraźniej gorzej u narodu z funkcjami poznawczymi.

Doc sam nie jest zbyt wesoły. Raczej w ostatnim czasie bywa zamyślony I zdekoncentrowany zaś refleksje w głowie mają kolor popiołu.

No taka pora roku.

No i dziś w aucie z odtwarzacza poleciało to:

https://www.youtube.com/watch?v=A4MK9bJdclc

Powiem Wam, piękne. Proste, schematyczne. Dobrze znane, żadnych innowacji.  Zabawne. Przewrotne.

Leciało z 5 razy, bo doc kompulsyjnie naciskał repeat.

Coś co znamy i lubimy łykamy chętniej niż innowacje. I co z tego, że nie oryginalne. Dick, czyli doca stary, rzekłby - odtwórcze. Ale, ale, Dick uwielbia bluesa, podziwia Bonamassę. A Bonamassa nie jest odtwórczy? Pewnie, że tak, zupełnie jak ekipa Joela Grinda. I co z tego?

Bo liczy się feeling. Można skorzystać z dostępnego schematu, w magiczny sposób dając mu własny charakter. Tchnąć własnego ducha w ograne schematy. To właśnie robi Joel Grind. I dlatego doc katował dziś "Nuke The Cross". Miał gdzieś, że to prostacki klon wczesnego Slayera.

Chmury melancholii rozwiała wizja Szatana przejmującego silosy z rakietami i ładującego głowice w Niebiosa. Bo to zabawne, przewrotne. I dzięki temu, że proste i schematyczne, dobrze znane i pozbawione innowacji, cudnie wpada w ucho.

I tak z doca smętnie zamyślonego Joel w dwie i pół minuty zrobił doca debilnie uśmiechniętego.

!!!!NUKE THE CROSS!!!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz